niedziela, 16 lipca 2017

XV - Nagroda pocieszenia

Przedsionek wymiaru astralnego

Mrok niecierpliwie krążyła po wymiarze astralnym. Pod przysięgą udzieliła Światłu część swojej energii życiowej, by bez pomocy amuletu zdołał przejąć na chwilę ciało jakiegoś niższego stworzenia. Do tej pory opętywanie przychodziło łatwo – talizmany, utworzone przez nich tuż po wygnaniu skrywały w sobie sporą część ich mocy, dostępną jedynie dla twórców. Teraz energia z nich rozpłynęła się po całym świecie, a ponowne zebranie jej nie było łatwe. Na pojedynczych, krótkich eskapadach poza wymiar niematerialny rodzeństwo łapało drobiny energii, która wpasowywała się miejsca, jakie wcześniej zajmowała. Dzięki temu zyskali dość siły, by móc wysłać jednego z nich na zwiad, co porabiają ich dzieci. Światło miał wprawę w opętywaniu zwierząt, a wygnanie na chwilę ich duszy było o wiele łatwiejsze niż dokonanie tego samego na znacznie silniejszej, ludzkiej samoświadomości. Zawsze istniała niewielka niepewność, iż brat nie wróci już do niej wcale, a pozyskaną moc wykorzysta przeciw niej. Przysięgał jednak, a zarówno dla niego, jak i Mrok, przysięgi były święte, niemożliwe do złamania, kłócące się z istotą ucieleśnienia czystej ciemności i jasności. Mimo to niemal szalała z niepewności – od zbyt długiego czasu nie mieli wglądu w poczynania stworzonych przez siebie ras. Dziewczyna domyślała się, iż im mocniej sama rośnie w siłę, tym intensywniej w Cieniach rozkwita zasiane ziarno ciemności. Doceniając spryt potomków oceniła, że najprawdopodobniej zauważyli zmiany w sobie. Można było mieć tylko nadzieję, iż nie zrozumieli jeszcze, na czym polegał ich błąd.
Biorąc pod uwagę aktualnie kiepską kondycję Wielkiej Dwójki, powrót do wymiaru fizycznego mógłby zostać udaremniony. Nie należałoby to do najłatwiejszych zadań, ale całkowicie możliwych. Dokąd nie odzyskają pełni energii z amuletów, są zagrożeni. W miarę rośnięcia w siłę, mogli się coraz lepiej bronić. Wraz z ich potęgą, rosła moc Kolców i Cieni.
Całość zabawy polegała na wychwyceniu cząstek energii, nim ktoś, na przykład taka zdradziecka córka jak Weira zrozumie, co poszło nie tak. Plan był dobry – zanurzenie amuletów unicestwiłoby na zawsze wymiar fizyczny rodzeństwa. Jednak polanie amuletów krwią rozpierzchło jedynie jasność i mrok na przestrzeni całego globu. Jeśli któraś z ras wpadnie na przechwytywanie energii – jak w przypadku odkrycia nowego sposobu absorpcji cieni – nigdy nie osiągną mocy niezbędnej do przejęcia jakiegoś ciała na stałe.
W końcu Światło pojawił się koło siostry.
– Oddaj – powiedziała, od razu wyciągając do niego dłoń. Przekazał dziewczynie wypożyczoną energię – I jak?
– Zablokowanie przez nas energii na ziemi uwięziło dusze poległych, które nie zdążyły przejść dalej. Obawiam się, że zaczną się materializować i wracać do ciał już niebawem.
Mrok wpatrywała się w brata, zaciskając wargi.
– Jak moglibyśmy do nich przeniknąć? Tak, by nas nie zauważyli?
– Mam jeden pomysł, który może ci się nie spodobać. Wymaga jeszcze szlifów, jednak ma szansę powodzenia...

Dom Cieni, poranek

Otworzyłam oczy, by zobaczyć znajome okno. Do uszu dochodziło ciche pochrapywanie Izeli, która „delegowała” Brena na tę jedną noc, byśmy mogły omówić „babskie sprawy”. Dziś miałam wziąć moje rzeczy, spakowane podczas nieobecności w pudło i ustawione na szafie, potem przenieść je do innego pokoju, by zamieszkać z Samelem. Uśmiechnęłam się na tę myśl. Izela jako współlokatorka na pewno byłą cudowna, tylko... nie była nim. Z całym szacunkiem dla niej, wolałam oglądać rano obok wyjątkowego cienia.
Zsunęłam stopy z łóżka, idąc do łazienki. Starałam się być możliwie cicho – widziałam, jak bardzo moja była współlokatorka była zmęczona. Nowe obowiązki, które spadły na nią niespodziewanie, przytłaczały dotąd przyjazną i empatyczną dziewczynę. Zmieniła się bardzo: stała się silna, odpowiedzialna. Czułam, że można ufać jej decyzją. Zauważyłam też jej oddalenie się od Brena. Wcześniej zdawali się być nierozłączni – tam, gdzie pojawiała się Iz, zaraz zjawiał się chłopak, a gdy tylko odległość między nimi umożliwiała interakcję, musieli się dotykać, choćby hacząc ze sobą małe palce dłoni czy stykając się kostkami. Teraz jeszcze nie spotkałam Brena. Nie miałam pojęcia, co właściwie robi, bo blondynka nawet nie wspomniała o nim. Wiedziałam tylko, że dzielił z nią mój dawny pokój.

Prysznic i śniadanie później szłam z kartonem rzeczy osobistych przez korytarz budynków mieszkalnych. Zastanawiałam się, dlaczego nie zajmowaliśmy budynków, w których mieszkały ongiś dorosłe Cienie, w których podobno do dyspozycji była nie tylko łazienka i sypialnia, ale i więcej pomieszczeń. Byłoby to znacznie wygodniejsze. Być może nikt nie wybierał się tam, bo nie znaliśmy życia w odizolowanych od siebie lokacjach. Może Samel zechce mieć trochę więcej przestrzeni i zajmiemy jedno z wolnych mieszkań?
Wyszłam już z niegdysiejszego damskiego budynku i kierowałam się ku zabudowaniom przeznaczonym dla płci męskiej, gdy dogoniła mnie Ayla.
– Weria! – krzyczała za mną – Czekaj!
Nie miałam ochoty na rozmowę z rudowłosą dziewczyną, której od zawsze nie lubiłam, a teraz wręcz nienawidziłam, jednakże przystanęłam. Zatrzymała się przy mnie. Wyglądała, jakby tyle co zerwała się z łóżka. Miała na sobie koszulkę, sięgającą niemal do połowy ud. U mnie sięgała by pewnie aż przed kolana – przemknęło mi przez myśl. Mimo, iż Ayla była raczej drobnej budowy i tak przewyższała mnie o pół głowy. „Samel nie musiał się pochylać, by ją pocałować” – pomyślałam.
– Tak? – zapytałam, siląc się na przyjazny ton.
– Pewnie już wiesz o Samelu, ale chciałam cię przeprosić – zaczęła, wwiercając we mnie wzrok. – Musisz zrozumieć, że nie chciałam, by tak to wszystko wyszło.
Do czego zmierzała? Chciała mnie przeprosić za to, jak akcentowała przynależność Samela do niej?
– Nie wiedziałam, że tak intensywnie zareaguje na nasze rozstanie – pokręciła głową z troską. – Miałam nadzieję, wręcz widziałam w myślach, jak godzi się z tym faktem...
– Jakim faktem? – moje serce zadrżało.
– Nikt nie opowiedział ci, jak się stoczył? – uniosła brwi. – Nie mówił o tym, że nie udzielał się wcale w naszych próbach wdrożenia nas w świat ludzi?
– Szczerze powiedziawszy, to nie – powiedziałam zgodnie z prawdą.
– No tak, jesteś tu od wczoraj – otwartą dłonią uderzyła w czoło – jeśli chcesz, opowiem ci wszystko, co działo się z Samelem po naszym rozstaniu.
Odstawiłam pudło na ziemię, obserwując ją z zainteresowaniem.
– A co się działo? – zapytałam. Słyszałam, że mój głos zadrżał.
– Pozwolisz, że usiądę – nim zdążyłam odpowiedzieć, usiadła na moim kartonie. Papierowe brzegi lekko się odkształciły – Samel stał się najgorszą możliwą wersją siebie. Ale od początku – odgarnęła włosy z twarzy. –Wszystko zaczęło się, gdy wyszliśmy ze szpitala. Wiesz, tego dnia, którego zniknęłaś. Przybyliśmy do Domu, a on myślał, że między nami wszystko jest dobrze. Mimo tego, że jego stan był fatalny, zdecydowałam się zrealizować to, czego pragnęłam od dawna. Opowiedziałam mu o tym, jak podczas jego nieobecności moje uczucia straciły na sile, jak zrozumiałam, że to, co między nami kiedyś było umarło bezpowrotnie... – westchnęła. – Chłopak się załamał. Wyjechał, rzucając jako pretekst odnalezienie ciebie. Szybko wrócił, zaczął pić. Nie dało się z nim nic zrobić. Po prostu opadł na dno, jeśli wiesz o co chodzi – spojrzała na mnie, szukając potwierdzenia, iż rozumiem co ma na myśli. Skinęłam głową. – Na prawdę chciałam, by jednak nie popadł w stan całkowicie nieużyteczny. Przecież wiesz, jakie ma możliwości... – zrobiła pauzę, podczas której zagryzła wargi. –Nie umiałam znowu z nim być. Nawet świadomość zbawienności powrotu do niego nie umiała mnie przekonać do życia w kłamstwie – uśmiechnęła się do mnie delikatnie. – Cieszę się, że stałaś się jego nagrodą pocieszenia! – zerwała się z pudła, obejmując mnie. A w mojej głowie rozbrzmiewało jedynie echo jej słów: „Jego nagroda pocieszenia”.
Ayla podziękowała mi za rozmowę, następnie zakomunikowała, iż udaje się na śniadanie. Jakby mnie interesowało to w choć najmniejszym stopniu. Podniosłam z ziemi karton, uznając poprzedni cel mej wędrówki za skończenie głupi. Skierowałam się w stronę opustoszałych mieszkań dla dorosłych Cieni. Po drodze dołączył do mnie mój zwierzak.
– Cześć, Kocie – uśmiechnęłam się do niego niewyraźnie. – Ty nie jesteś moją nagrodą pocieszenia. Jesteś moim głównym wyborem – powiedziałam, a on szedł ze mną krok w krok ku naszemu nowemu miejscu na świecie.
Wybrałam dla siebie mieszkanie na najwyższym piętrze budynku – czwartym. Miałam z niego widok na niemal cały nasz teren. Budynki dla adeptów miały zaledwie jedno pięto, zatem nie zastawiały niczego. Postawiłam pudło na stole w kuchni, która to była pierwszym pomieszczeniem, jakie odwiedziłam. Nie wiedziałam, co znajduje się za pozostałymi drzwiami – te jedne były otwarte. Ruszyłam na rekonesans, by zapoznać się z nowym otoczeniem.
Moje lokum miało trzy pokoje: pierwszy z nich był salonem, znalazłam w nim regał z książkami o przeróżnej tematyce, sofę, dwa fotele, ławę, telewizor z odtwarzaczem płyt oraz całkowicie uschnięte kwiaty doniczkowe; drugi uznałam za sypialnię – zaopatrzoną w podwójne łóżko i sporych gabarytów szafę na ubrania; trzeci zdefiniowałam jako pokój dziecinny. Porozrzucane w nim były zabawki, a pod ścianą stała kołyska. Nikt z nas nie dorastał z rodziną. W wieku kilku lat zostaliśmy zabierani do dormitorium dla młodocianych Cieni, tam trwaliśmy do końca szkolenia. Ja spędziłam w nim całe życie, gdyż nie miałam ani jednego żyjącego rodzica. Przynajmniej oficjalnie. Pokój dziecinny zamknęłam, postanawiając nigdy go nie otwierać. Nadeszła pora na obejrzenie łazienki. Była większa niż ta przy moim dawnym pokoju, jednak nie tak duża jak ta w w domu mężczyzny, u którego spędziłam ostatni kwartał. Ale miała wannę, do której się przyzwyczaiłam. Długie kąpiele były zdecydowanie uzależniające.
Wróciłam do salonu, w którym został Kot. Usiadłam na kanapie, a on w ułamku sekundy wylądował na moich kolanach, mrucząc zadowolony.
– To nasze miejsce na ziemi – wtuliłam się w futerko. – Nie jakaś nagroda pocieszenia.
Pierwsza łza spłynęła po policzku, wsiąkając w sierść.

Słońce znajdowało się już wysoko na niebie, gdy nadszedł czas opuścić mieszkanie. Zostawiłam uchylone drzwi, by Kot mógł zadecydować, czy woli zostać, czy też pójść na dwór. Ja miałam umówione spotkanie z Iz o Narebem.
Stawiłam się długo przed czasem – nie lubiłam się spóźniać. Przycupnęłam przed gabinetem Izeli, czekając na resztę.
Nareb przyszedł pierwszy.
– Widzę, że też masz obsesję – zaśmiał się, siadając koło mnie.
– Obsesję? – zdziwiłam się.
– Punktualności. Też zawsze jestem przed czasem, a potem czekam. Miło, że choć raz ktoś przyszedł przede mną – w jego oczach lśniły radosne ogniki.
– Nie miałam co robić – wzruszyłam ramionami. – Masz pomysł, co powinniśmy zrobić z powracającą Wielką Dwójką?
Nareb wyciągnął paczkę papierosów, wysuwając jednego ku mnie. Odmówiłam, nie miałam ochoty na smak dymu. Wsunął jednego do ust i podpalił.
– Co z nimi zrobić nie wiem – odpowiedział po wypuszczeniu z ust kłębu dymu. – Mam jednak teorię na temat tego, dlaczego nie odeszli. Domniemam jej prawdziwości.
Odsunęłam się lekko do niego, by móc swobodnie na niego spojrzeć.
– Jaką? – dociekałam.
– Ach, poczekajmy na Izelę – machnął ręką. – Nie będę się powtarzał. Ty mi lepiej powiedz, czy Samel faktycznie znów jest Samelowaty?
– Samelowaty? –zdziwiłam się.
– Wiesz, gdy „pokonaliśmy” – nakreślił w powietrzu znak cudzysłowu – Wielką Dwójkę, zmienił się całkowicie. Najpierw zniknął, szukając ciebie, potem stał się stałym bywalcem baru, a dopiero przed kilkoma dniami zaczął znowu działać jak należy.
Jeśli w głębi serca miałam jakąkolwiek nadzieję, że Ayla kłamała, teraz zostałam brutalnie uświadomiona o prawdziwości jej słów.
– Chyba znów jest sobą – powiedziałam, ukrywając twarz w dłoniach.
– To fenomenalnie! Teraz na pewno nam się przyda.
– Tak, spokojnie – zaśmiałam się. – Pocieszyłam go.
– Dobrze, potrzebował tego –wypuścił dym z ust – a jest nam niezbędny.
– Jesteście, to dobrze – zawołała Izela z końca korytarza. Stukot jej butów stał się dla nas słyszalny. Nareb zagasił o ścianę papierosa, po czym obije wstaliśmy, czekając, aż otworzy drzwi gabinetu. – Myślałam nad tym cały czas, ale chyba w końcu mam plan.
– Świetnie! – ucieszył się chłopak. Weszliśmy do pomieszczenia.
– Najważniejsze jest ustalenie, dlaczego nie zniszczyliśmy Światła i Mroku – powiedziała, zajmując swoje miejsce za biurkiem. Odsunęła stos książek jedną ręką, drugą zaś wysunęła szufladkę. Wyjęła z niej kartkę papieru i ołówek. – Sądzę, że coś zrobiliśmy nie tak. Jakieś niedopatrzenie. Wiecie, wszystko w ich przypadku jest zdefiniowane do końca. Jakaś część ich jestestwa ocalała. Gdy ustalimy przyczynę, będziemy wiedzieli, jak temu zapobiec. Wyślemy oddziały do zwalczania pozostałości Wielkiej Dwójki, a gdy tego dokonamy w końcu będziemy wolni. Tak naprawdę – uśmiechnęła się, pewna swojego bliżej niesprecyzowanego planu.
– Jak zamierzasz do zorganizować? – zapytałam, stając obok niej.
– Mamy wystarczająco doświadczonych Cieni i Kolców, którzy z łatwością prowadzą szkolenia. Każdy z nich weźmie pod swoje skrzydła oddział, który będzie zobowiązany wyszkolić do czynności, jakie będziemy musieli wykonać. Jako przywódców typuję was, Samela i Umefa. Niewykluczone również, że Parsa wróci do swej poprzedniej postaci, co kwalifikowałoby go na kolejnego mentora – wypisała wymienione imiona na kartce.
– Mam teorię, dlaczego nasza misja się nie powiodła – odezwał się Nareb, siedzący na krześle naprzeciw Izeli – Odia kazała nam zanurzyć amulety w krwi.
– Przecież to zrobiliśmy – wtrąciłam.
– Otóż nie, Kociaro – uniósł kącik ust w półuśmiechu. – Zrobiliśmy to „prawie” – zaakcentował ostatni wyraz.
Przywołałam w pamięci moment, w którym niszczyliśmy amulety.
– Nie zanurzyliśmy ich. Polaliśmy je – uświadomiłam sobie.
– Mamy rozwiązanie. Co mogło się stać, że Światło i Mrok nie zniknęli na dobre?
– I na tym powinniśmy się skupić – skinął Nareb, uśmiechając się lekko do Izeli. – Mamy sformowany problem. Znajdźmy rozwiązanie.
Iz westchnęła.
– Przeczuwam w kościach kolejne godziny poświęcone na wertowaniu starych tomiszczy. Zajmę się zasobami Cieni.
– Pomogę ci – Kolcec skrzyżował nogi, przyjmując wygodniejszą pozycję. – Wyślemy Umefa do Akademii, niech przejrzy księgozbiór.
– Pójdę z nim – zaoferowałam się. – Chcę się przydać.
Izela i Nareb zgodzili się ze mną. Ruszyłam na poszukiwanie Umefa.

Zastukałam do drzwi, a gdy usłyszałam zaproszenie, weszłam do pomieszczania. Niedźwiedź siedział, a raczej leżał na łóżku, podrzucając znaną mi już kulkę z papieru i taśmy klejącej.
– Weira, dawno się nie widzieliśmy – złapał prowizoryczną piłkę, siadając.
– Zwiedzałam – zbyłam go. – Mamy udać się do Akademii, by poszukać pewnej rzeczy w książkach.
– Na prawdę? – jęknął. – Nie chcesz iść z Samelem? On lubi takie rzeczy...
– Przydałby się jednak Kolec – upierałam się przy swoim. – Wiesz, lepiej znasz waszą rasę niż którykolwiek Cień. To ułatwi sprawę.
– Jutro – powiedział, kładąc się z powrotem na łóżku – na dziś mam już plany.
– No to je zmień. To pilna kwestia – oparłam dłonie o biodra. – Za kwadrans chcę cię widzieć przed budynkiem. Inaczej przestanę być miła.
Umef prychnął.
– Ledwo wróciła i już się szarogęsi. Typowa baba.

*

Samel stał się znowu Samelem. To była wspaniała rzecz, zdecydowanie. Odzyskał szacunek, no, może z małym uszczerbkiem, gdyż jego nowa paczka Kolców przytykała mu iście morskimi tekstami w stylu „witamy na pokładzie” czy – gdy wydawał polecenie – „Aj-aj, Kapitanie!”. Jednak rudowłosa wiedziała, że już niedługo znów stanie się najbardziej podziwianym z Cieni. Ona będzie wtedy znowu stała u jego boku.
Nadszedł najwyższy czas na zakończenie epizodu z Niedźwiedziem. Romans bawił ją, gdyż był egzotyczny. Tylko czy najpiękniejsza ze swej rasy powinna umawiać się z topornym, ociężałym mężczyzną? Poza tym Ayla od zawsze nie tolerowała inności. Bycie Kolcem zdecydowanie zaliczało się do rzeczy, które nie są do przeskoczenia przy doborze partnera na zawsze. Dodatkowo taki związek nie miał racji bytu w momencie, gdy moce zaczęły wracać... Na dniach zapewne znów wybuchnie wojna, a choć prezentowała się świetnie przy postawnym Umefie, to nie chciała spędzać życia u boku, nazwijmy rzecz po imieniu: zwierzęcia.
Gdy rano zauważyła Weirę w jej głowie zrodził się już ambitny plan. Wiedziała, iż ta mała dziwaczka jest niepewna siebie, co stanowiło idealny wprost podkład pod zasianie ziarna nieufności. Po tym, gdy ciemnooka zniknęła na długi czas, a Samel powoli wracał do siebie, Ayla wierzyła szczerze, że opamięta się i wróci do niej. W końcu tak było od zawsze, czyż nie? Każdy to wiedział, byli dla siebie stworzeni, przypisani odgórnie przez przeznaczenie!
Dziewczyna musiała działać szybko. Zaślepiony Cień nie umiał ocenić odpowiednio sytuacji, przejrzeć na oczy, zobaczyć, jak gigantyczny popełnił błąd. Jeśli Weira ponownie się wyniesie, chłopak wróci do Ayli. Wiadomo, faceci tak mają. Czasem potrzebują odmiany. Ona to rozumiała, sama czasem lubiła poflirtować z kimś innym, choć kobiety są stalsze w uczuciach.
Postawiła na obserwację. Smarkula już wiedziała, jak wyglądało rozstanie najbardziej znanej pary Cieni, choć wersja jej przedstawiona odbiegała od prawdy. Rudowłosa przemyślała dokładnie, jak przedstawić opowieść, by słowa mieszkańców Domu utwierdzały brunetkę w przekonaniu, że nie znaczyła dla Samela więcej niż przygodna znajomość. Bo przecież tak właśnie było.
Pozostało teraz doprowadzić do tego, by Cień uświadomił sobie, jak bardzo Weira jest dla niego niewłaściwa. Ideałem byłoby wplątać ją w coś, czego on by nie pochwalał. Tylko co?
Szła korytarzami, poszukując obiektu obserwacji. Dziewczyna jakby rozpłynęła się. Dopiero po południu, gdy Ayla niemal się poddała, zauważyła dziewczynę stukającą do drzwi Umefa. Ciekawe, co ona knuła? Rudowłosa przysunęła bliżej uchylonych drzwi, by podsłuchać, o czym jej niebawem-eks chłopak i Dziwaczka rozmawiają. Mieli iść do biblioteki w Akademii, szukać jakiegoś czegoś, co zdecydowanie nie interesowało zielonookiej. Ważne, że ta dwójka coś miała robić razem... Chyba dałoby się to ładnie wykorzystać... Czas na wybadanie, ile o tych poczynaniach Samel wie.

Dziewczyna niemal biegła do pokoju zajmowanego przez swojego byłego chłopaka. Zapewne tam był, słyszała pogłoski, iż Weira ma się do niego wprowadzić. Miała zrobić to już rano, jednak Ayli udało się jej przeszkodzić. Chłopak zapewne nadal na nią czekał, nieświadomy zmiany sytuacji. Przechodząc przez dziedziniec między budynkami, usłyszała coś ciekawego.
– Może Weira robi mądrze – mówił pierwszoroczny z drugiego cyklu – szkoda marnować takie ładnie mieszkania...
– Gadasz, serio tam się wprowadziła? Oni tam mieli luksusy! – odpowiedział jego kolega. W związku z jego luźnym ubraniem nie była w stanie ocenić jego statusu.
– Ta, serio – żachnął się. – Podobno nawet przygarnęła kota.
– Tego tam, co o nim mówili, że Światło w nim pomieszkiwał?
–To chyba zwykły sierściuch... Zresztą nie wiem, idziemy po zajęciach pooglądać mieszkania. Może coś dla siebie wybierzemy. Słyszałeś o nowych treningach...
Ayla dalej nie słuchała. Zatem jej rywalka znalazła lokum w mieszkaniach dorosłych Cieni? Ta wiedza na razie nie jest użyteczna. Dziewczyna musiała jeszcze przemyśleć, jak ją wykorzystać, a do bystrych nie należała.

*

Drzwi aż zadrżały pod wpływem gorączkowego łomotania. Samel, dotąd siedzący jak na szpilkach, zerwał się, by otworzyć gościowi. Płeć przybyszki się zgadzała, jednak nic innego nie.
– Muszę ci coś powiedzieć – rudowłosa miała oczy szeroko otwarte, wyglądała, jakby niosła ze sobą ważne nowinki. Znał ten wyraz. Zaraz zapewnię dowie się czegoś całkowicie nieinteresującego o jednej z jej koleżanek.
– Tak? – uniósł brew. Włosy odrosły mu już trochę. Szczerze, to Ayli nie podobał się jego łysy wariant.
– Weira umawia się z kimś – wyrzuciła z siebie, po czym zagryzła wargi – ściślej mówiąc, gdzieś go wyciągnęła, tak dla jasności – dodała, po chwili.
Chłopak oparł się zrezygnowany o framugę.
– Po co mącisz? Naprawdę chcesz mi wcisnąć, że najbardziej wyizolowana dziewczyna, jaką kiedykolwiek spotkałem, nagle stała się fanką randek? – westchnął, po czym chciał zamknąć drzwi, jednak dziewczyna zablokowała je stopą.
– Nie chcesz, to mi nie wierz – powiedziała znacznie niższym niż zwykle tonem. – Tylko potem nie licz na wypłakiwanie się na ramieniu.
– Nie zamierzam, spokojnie – uśmiechnął się ironicznie. – Poza tym dziś Weira wprowadza się do mnie. Nie sądzę, by to sprzyjało romansom z innymi. Odpuść sobie.
Ayla roześmiała się perliście, odrzucając głowę do tyłu.
– Zapewne też dlatego zajęła mieszkanie – jej głos był lodowaty. Wyciągnęła nogę spomiędzy drzwi a framugi, odchodząc ku wyjściu.
Brwi Samela ściągnęły się ku sobie. Czy jego była dziewczyna sądziła, że w to uwierzy? Postanowił mimo wszystko odszukać Weirę.

Nie chciał wyjść na maniaka, więc od razu porzucił pomysł rozpytywania o brunetkę. Poczekał do wieczora, a gdy nadal nie pojawiła się w pokoju, ruszył w teren. Zastukał do pokoju Izeli, nikt nie odpowiedział. Tam na pewno jej nie było. Czyli już nie spędzała czasu z przyjaciółką, jak podejrzewał do tej pory. Dziwne. Miała zaraz po przebudzeniu przenieść swoje rzeczy do niego. Tymczasem było dobrze po piętnastej, a jej nigdzie nie było widać. Przeszedł się po obiekcie, obserwując, jak Nareb krzyczy na podopiecznych, Izela biega z kolejnymi książkami, wymijając go z uprzejmym uśmiechem, by zniknąć w gabinecie. Odwiedził nawet podziemne korytarze, choć sam pomysł jakoby miła tam być wydawał się idiotyzmem. W końcu zobaczył dziewczynę, gdy weszła na teren Domu. Szła w towarzystwie Umefa, który wyglądał na zdecydowanie znudzonego. Skinęła mu na pożegnanie, po czym... Skierowała się do mieszkań dorosłych Cieni.
Samel ruszył za nią, dostosowując tempo kroków do niej. Idąc w równej odległości zastanawiał się, co miała na celu, przenosząc się do całkowicie innego lokum, nie informując go o tym w ogóle. Zawsze informowała, co planuje robić, to się nie kleiło. Należało teraz ustalić, co jest nie tak.
Istotnie, dziewczyna weszła do jednego z piętrowych budynków. Cień podążał za nią. Może chciała, by zamieszkali tutaj i to miała być niespodzianka? Dogonił ją na ostatnim piętrze.
– Dlaczego tutaj? – zawołał za nią, a ona się odwróciła zaskoczona.
– Nie interesują mnie nagrody pocieszenia – powiedziała matowo, gdy zobaczyła, że to on.
– O czym ty mówisz? – zdziwił się, przyglądając dziewczynie uważnie.
– Doskonale wiesz – pchnęła drzwi, które uderzyły z hukiem w ścianę. Obsypało się trochę tynku.
– Mamy chyba szum informacyjny... – ruszył za nią i zatrzymał się wpół kroku. Osłupiał, potem przez jego twarz przebiegł cień zranienia, a na samym końcu oczy przyjęły nienawistny wyraz. Za drzwiami stał nikt inny, jak Hitch.
Szablon wykonała prudence.