środa, 1 lutego 2017

Prolog - Światło i Mrok

Jasność i Ciemność nigdy się nie znosiły. To przecież oczywiste, równoważenie sił było w tym przypadku kompletnie bezsensowne, a minimalna przewaga któregokolwiek z nich zawsze kończyła się boleśnie dla tego drugiego. Mimo to chcieli być razem. Łączyła ich miłość tak czysta, jak bolesna. I choć krwawili w swej obecności, trwali ze sobą.
Ciemność wydał na świat swoje dziecko. Było one spowite ciemnością, mogące nią władać jak najprostszym przyrządem. Rysowało cienie z lekkością malowania świecówką kresek na kartce w zeszycie. Potrafiło wniknąć w umysł i zasiać w nim ciemność. 
Wraz z dzieckiem Ciemności zaistniało dziecko Jasności. Było jasne, jego moc oślepiała i parzyła... I każdy promień godził ciemność, przydając jej bólu. Choć Światło i Mrok byli rodzeństwem, nie potrafili ze sobą żyć. Ciągle się raniły, a nienawiść w nich narastała. Z czasem nie zostało między nimi już nic pozytywnego, a Jasność i Ciemność musieli pogodzić się z faktem, iż muszą się rozejść, by ich dzieci nie zniszczyły siebie nawzajem i przy okazji wszystkiego innego.
To jednak nie pomogło. Zaistniała w rodzeństwie nienawiść zdążyła już do tego stopnia dojrzeć, że była nieodwracalna. Światło wymykał się Jasności, by walczyć z Mrokiem, Mrok z rozkoszą mieszała z ukrycia w głowie Światłu. 
Jasność postanowił zakończyć tę spiralę bólu i wygnał Światło w świat, licząc na to, że poradzi sobie sam w życiu i zrozumie, że walka nie przynosi nigdy korzyści. Przez nią może być tylko gorzej. By pamiętał, że zawinił raniąc, jego cieniowi przydał kolce, by na zawsze on i jego potomkowie pamiętali grzech nienawiści.
Ciemność, widząc, co zrobił jej ukochany, poszła w jego ślady. Skoro Mrok tak lubiła być niewidoczna i podkradać się, by z ukrycia atakować Światło - odebrała jej cień, by pamiętała, iż knucie w ukryciu i działanie na szkodę innych nigdy nie popłaca. Wygnała Mrok w świat. 

W końcu Jasność i Ciemność mogli być razem i ranić się jak dotychczas. Lecz poza zwykłymi, powierzchownymi ranami, które szybko się goiły, pojawiło się w nich bolesne wspomnienie, utrata. A na nie nie było już lekarstwa. Ból był nie do zniesienia...

7 komentarzy:

  1. Hmmm... bardzo interesujący i jakże intrygujący prolog. Ciekawi mnie ta historia. Bardzo fajny pomysł i jestem ciekawa pierwszego rozdziału!
    W wolnej chwili zabiorę się za rozdzialiki. Pozdrawiam!
    [kolekcjoner-cial]

    OdpowiedzUsuń
  2. Wielkie brawa należą Ci się za ten prolog, poważnie. Podoba mi się Twój styl, a szablon podkreśla klimat tej historii. Zostaję na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, początkowo prolog w ogóle nie istniał. ^^ dopiero z czasem sama "dowiedziałam się" czemu świat Weiry tak wygląda:)

      Usuń
  3. Ciekawy i pomysłowy prolog, bardzo mi się podoba, jestem ciekaw co stanie się dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do treści prologu - podobało mi się. Wstęp jak wstęp, ale z nutką tajemniczości. :) Ciekawe, czy dalej opowiadanie dalej będzie trzymać ten klimat.
    Co do wyglądu bloga - oryginalny i interesujący. Również wychodzi na plus, pasuje do historii - jak mi się wydaje - i jest inny niż wszystkie. Jedyne co trochę wkurza to ten tekst z tyłu, który pełni rolę nagłówka, ale lata razem ze stroną i nieco dziwnie to wygląda. Poza tym super :)
    Pozdrawiam i idę czytać pierwszy rozdział
    Gwiazdogrod.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :D Niestety - z nagłówkiem nie mogę nic zrobić, to szablon z szabloniarni i edycja nie jest wskazana :( już odwiedzam bloga!

      Usuń
    2. Rozumiem. No trudno, i tak jest super :)

      Usuń

Szablon wykonała prudence.